Cisza po wrzawie
O świadectwie w epoce algorytmu
Jeśli chcesz dowiedzieć się o nowych tekstach zapisz się do newslettera. Bez spamu, jeden email w tygodniu
Przez pewien czas mówiliśmy w tym cyklu o systemie. O algorytmach, które nie mają twarzy, a mimo to dysponują władzą. O mediach, które dawno przestały opisywać rzeczywistość, a zaczęły ją wytwarzać na własnych warunkach. O języku, który nie służy już porozumieniu, lecz selekcji. O nienawiści, która straciła charakter emocji i przyjęła postać procedury.
Pierwsza część książki Unicestwianie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów? jest rozbiorem rzeczywistości. Analizuje świat, który wciąż udaje normalność, choć utracił podstawowe funkcje życia wspólnego: zdolność słuchania, rozróżniania i współodczuwania. Pokazuje, że to, co dziś nazywa się „debatą publiczną”, coraz częściej jest ruchem danych w obiegu emocjonalnym: zamiast rozmowy pojawia się reakcja, zamiast sensu – format, zamiast odpowiedzialności – algorytmiczne wzmocnienie.
Tyle że żadna analiza nie sięga tego, co dzieje się z człowiekiem, gdy sam staje się celem.
W tym miejscu książka zmienia ton. Przestaje mówić o mechanizmach. Zaczyna słuchać tych, którzy przez nie przeszli. Rozpoczyna się część poświęcona świadectwom – i trzeba od razu powiedzieć, że nie jest to aneks ani ilustracja wcześniejszych tez. To centrum ciężkości całej opowieści.
Nie są to klasyczne wywiady. Nie są to rozmowy prowadzone dla efektu, dla cytatu czy medialnej konfrontacji. To zapisy doświadczenia granicznego: momentu, w którym człowiek zostaje wypchnięty poza wspólną przestrzeń znaczeń. Poza debatę. Poza język. Poza możliwość obrony.
W książce Unicestwianie swoich świadectw udzielają ludzie, których próbowano zredukować do memu, etykiety, szyderstwa: Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Stanisław Piotrowicz, Przemysław Czarnek, Barbara Nowak, Łukasz Jasina, Jacek Saryusz-Wolski, prof. Bogdan Chazan, o. Tadeusz Rydzyk, Romuald Szeremietiew. Łączy ich coś zasadniczego: każdy z nich znalazł się w pewnym momencie w punkcie, w którym jego obecność przestała być tolerowana.
Nie za to, że popełnił przestępstwo czy przestał myśleć. Wręcz przeciwnie. Za to, że myślał zbyt samodzielnie, zbyt konsekwentnie, że nie zgodził się na zewnętrzne sterowanie. Stał się niewygodny dla systemu, który nie znosi tego, co nieprzewidywalne i nieplastyczne.
Mechanizm był niemal zawsze ten sam. Najpierw fragment – jedno zdanie wyrwane z kontekstu albo przetworzone tak, by nadawało się do manipulacji. Potem etykieta, która nie wymaga dowodu, bo ma zastąpić osąd. Następnie eskalacja: powielanie, komentarze, memy, moralne oburzenie udające spontaniczność. A na końcu cisza. Cisza nie refleksji, lecz wykluczenia. Zniknięcie.
Albo – jak w przypadku Jarosława Kaczyńskiego czy Antoniego Macierewicza – nieustanny strumień ataków medialnych, które z człowieka czynią karykaturę: maskę oderwaną od twarzy, znak zastępujący osobę.
To, co zaczyna się publicznie, kończy się w doświadczeniu prywatnym. Człowiek zostaje sam ze świadomością, że jego prawdziwa twarz i jego prawdziwy głos są znane już tylko najbliższym. Że wspólnota widzi maskę. Że każde słowo zostanie użyte przeciwko niemu, a milczenie odczytane jako przyznanie się do winy. Że nie istnieje już bezpieczna odpowiedź.
Właśnie dlatego te rozmowy nie są polityczne. Są antropologiczne. Pokazują, co dzieje się z człowiekiem w świecie, w którym wykluczenie nie wymaga decyzji władzy ani aktu przemocy fizycznej. Wystarczy format. Wystarczy algorytm. Wystarczy emocjonalna gospodarka obiegu informacji.
Rozmówcy książki Unicestwianie pochodzą z różnych środowisk, mają różne życiorysy i różne doświadczenia. Łączy ich to, że każdy z nich został w pewnym momencie zredukowany do znaku. Do memu. Do skrótu, który miał wystarczyć za całą biografię. Pod tą redukcją był jednak człowiek – z rodziną, z pamięcią, z historią, z cierpieniem, które nie mieściło się w żadnym nagłówku.
Tych rozmów nie należy czytać jak dokumentów ani jak aktu oskarżenia. Nie chodzi tu o zgodę ani o polityczną lojalność. Chodzi o zdolność spotkania – o decyzję, by zobaczyć w kimś więcej niż medialną figurę. O gotowość wysłuchania świadectwa bez natychmiastowego werdyktu.
Świadectwo jest dziś jedną z ostatnich form oporu wobec systemu, który żywi się redukcją. Nie polega na przekonywaniu. Polega na obecności. Na powiedzeniu „jestem” w świecie, który coraz skuteczniej wymusza znikanie.
Te rozmowy odsłaniają także drugi poziom unicestwiania: milczenie otoczenia. Moment, w którym przemoc staje się normą, bo nikt nie reaguje. Każdy uczy się, że lepiej nie widzieć, nie słyszeć, nie wchodzić w obronę. Tak rodzi się klimat powszechnej zgody na wykluczenie – zgody wyrażanej nie poparciem, lecz przyzwyczajeniem.
Bez sprzeciwu nie ma już wspólnoty. Są tylko jednostki, które czekają, aż algorytm wskaże następnego.
Książka Unicestwianie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów? nie zbiera świadectw z sentymentu ani z potrzeby rozliczenia. Zbiera je, bo prawda nie przechowuje się sama. Żyje tylko wtedy, gdy jest wypowiadana – przez konkretnych ludzi, w konkretnym czasie, wbrew systemowi, który chciałby, żeby zamilkli.
Jeżeli nie nauczymy się rozpoznawać tej formy przemocy – proceduralnej, algorytmicznej i symbolicznej – nie będziemy w stanie się przed nią obronić. Ani jako jednostki, ani jako wspólnota. A przecież każdy z nas może znaleźć się w miejscu, w którym dziś byli oni. Wiem o tym zbyt dobrze.
Zanim przejdziesz do ich świadectw, odłóż na chwilę swoje osądy. Nie pytaj od razu, czy ktoś ma rację. Zapytaj, dlaczego ten świat nie chce, żeby mówił. To pytanie nie prowadzi do zgody. Prowadzi do zrozumienia.
A bez zrozumienia nie ma już nic.
Tekst powstał na podstawie rozdziału ksiażki której przedsprzedaż rozpocznie się w marcu 2026 roku

